|
Tu był kiedyś jego dom, rodzinne ukochane
strony - zaczęła swą opowieść staruszka. - Był tu szczęśliwy, lecz nie
czynił szczęśliwymi innych. Było w nim coś, co ciągnęło go do złego. Z
dnia na dzień stawał się szubrawcem. Nie był złym człowiekiem, nie. Ludzie
go lubili. Różnych już grzeszków miał na sumieniu. Wybaczali mu. Ale pewnego
razu dopuścił się największej zbrodni - zbrodni na miłości. Rozkochał niewinną
dziewczynę. Omamił słówkami i ckliwym spojrzeniem. Bawił się nią i potem
porzucił. Poszła w rozpaczy na bagna i nigdy już nie wróciła. Ludzie go
przeklęli. Ale najbardziej skrzywdził siebie. Bo tak naprawdę miłował ją.
Za późno to zrozumiał. Cierpiał i gorzkniał. Szukał jej oczu, zapachu,
śladów. Poszedł za nią. Widywali go błąkającego się po torfowisku.
We wsi rodzili się i umierali ludzie. Wkrótce
o bagiennym tułaczu zapomniano. Pewnego dnia na wodach Niegocina pojawił
się czarny łabędź, ogłaszając swe przyjście głośnym krzykiem. Starzy zobaczyli
w nim jego. I bali się. On jednak wrócił inny. Roztoczył nad wioską opiekuńcze
skrzydła. Uprzedzał los. Ostrzegał przed złym. Czuwał nad losami kochanków.
Nikt nie zaznał tu nieszczęśliwej miłości. W wiosce zapanował dostatek
i beztroska. Wszyscy czuli się bezpieczni pod skrzydłami Czarnego Łabędzia.
Uśmiechnięci ludzie z radością witali przybyszy. I.tak jest do dzisiaj.
Na brzegu jeziora, nie opodal jego legowiska
ludzie postawili gospodę. Nazwali ją "Pod Czarnym Łabędziem "
Gdy zawędrujesz w Jej progi, pożywią cię strawa wszelaką i.ugoszczą wybornymi
trunkami. Gdy oddasz się w opiekę duchowi tych okolic, nie zaznasz niepokoju.
A czarny łabędź? Ludzie powiadają, że czasem, ale tylko przed świtem można
go dostrzec w przybrzeżnych trzcinach.
A jeśli go ujrzysz, szczęście
nie opuści cię już nigdy...
|
|